co?
RSS
wtorek, 20 grudnia 2005
Sylwester?

Przyjechałam do domu, zjadłam nieprawdopodobne ilości jedzenia co oznacza, że okres między Sylwestrem a Świętami spędzę znowu na diecie jogurtowej. Chciałam również oświadczyć, że nie wiem co robię w Sylwestra co powoduje u mnie lekką frustrację. Ale ponoć pozytywne myślenie rozwiązuje wszystkie problemy, więc dziś przed snem będę sto razy afirmować "Sylwestra spędzę na świetnej imprezie". Tak naprawdę to mi się w ogóle nie chce, ale ta presja i poczucie "nie mam co robić, więc jestem nieudacznikiem bez przyjaciół" dorwie i mnie.

"Gender-konteksty" łypie na mnie ze stolika, więc pozwolicie, że się oddalę.

23:40, turquoise1
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 19 grudnia 2005
zmęczona jestem
Zaraz jadę do domu. Jestem zmęczona, chce mi się płakać, wymiotować, krzyczeć. Nie mam siły na nic. Jestem jakaś spuchnięta, czuję całe ciało, czuję, że mam nogę, szyję, palce, plecy, kolano. A ja jestem poza nimi. Dziwne uczucie. Potrzebuję opieki. Dyskretnej troski trzeba mi.

Nie wiem co to będzie. Sylwester się zbliża wielkimi krokami, a ja nie mam pojęcia gdzie wyląduję. Przyjeżdża B. Kazał mi obiecać, że się spotkamy. Przyjeżdża O. i K. Cała Europa się do mnie zjeżdża:)
Ale co mi po tym, z każdym piwko, buzi buzi, parę wspomnień i każdy pójdzie w swoją stronę. A ja znowu sama.

Coś z tym światłem zielonym ostatniob kiepsko*, raczej ze wszystkim pod górkę.




* kiedyś poszłam do wróżki, która powiedziała mi, że będę miała ogromne szczęście w życiu. "Jak będę się zbliżać do świateł to zawsze się zrobi zielone":)

14:29, turquoise1
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 grudnia 2005
wtorek jak wtorek
tyle twożywa na dziś

seminarium magisterskie oraz pierwsze projekty mojej pracy mgr, zaczynają mnie pochłaniać bez reszty. O ile temat ten był mi dość bliski, to teraz wsiąkam na dobre. I dobrze. Trzeba się czymś zająć.

Dzisiaj gdy biegałam po rynku, oglądali się za mną mężczyźni. Wieeeeelu mężczyzn. Bez zastanowienia więc wpadłam do pierwszego sklepu z dużym lustrem i obejrzałam się od stóp do głów, czy aby czegoś nie wlekę za sobą, czy nie jestem brudna na twarzy, czy nie mam na głowie liści, gołębiej kupy itp. ale nie miałam. Toteż po wewnętrznej walce z samą sobą, doszłam do wniosku że oni chyba jednak patrzyli na MNIE. Nawet było to powodem pewnej satysfakcji, ba! było to bardzo miłe, ale i tak niepewnie dojechałam do domu, bo co chwilę nachodziła mnie myśl, że cos przeoczyłam. Gdy więc wpadłam do do domu, po raz kolejny dokonałam rytuału oględzin całej garderoby, twarzy i włosów. I znowu nic. Uff:)
Dzisiaj w tvp2 "Gosford Park" Altmana- obowiązkowo! (tako rzecze wam filmoznawczyni)
20:37, turquoise1
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 grudnia 2005
i proste


19:59, turquoise1
Link Komentarze (2) »
ave!
chyba mam depresję zimową. Z picia z Ewą niewiele wyszło, bo Ewa zamiast mnie wybrała swojego nowego lubego. Mam wrażenie, że coraz częsciej ktoś zamiast mnie woli kogoś innego.
Czasami przychodzi mi do głowy, żeby odrzucić wszystko w co wierzę i zacząć żyć jak "normalny człowiek" jak to mawia moja babcia. Moja babcia, choć chce dla mnie jak najlepiej, ma odrobinę inną definicję normalności niż ja. Dla niej więc, do moich nienormalnych zachowań należą:
1. Wychodzenie z domu po godzinie 21
2. Spanie do godzin popołudniowych
3. Niejedzenie mięsa
4. Krótkie związki (zmienianie według babci facetów jak rękawiczek, nie chcę myśleć jak zareagowałaby na kobiety)
5. Niechęć do zalegalizowania tychże związków
5. Nielubienie świąt bożego narodzenia, niedzieli, nowego papieża, giertycha, kaczek
6. Odkurzanie i pranie w niedzielę (to jedyny dzień kiedy się tak nudzę, że mogę nawet poodkurzać)
7. Niechęć do dzieci
8. Publiczne (przy wieloosobowej rodzinie na przykład) prowokowanie dyskusji na tematy typu homoseksualizm, polityka i upajanie się widokiem kłócących się członków rodziny (to chyba faktycznie nienormalne:)
9. Niejadanie posiłków o tych samych godzinach
10.Nieumiejętnośc i obrzydzenie do przygotowania posiłków (babcia zawsze powtarza, że mój mąż umrze z głodu, na co ja odpowiadam, że jeśli będę miała męża to nie będzie aż tak upośledzony)
19:29, turquoise1
Link Dodaj komentarz »
"PANTOFLAKI" kingi dunin
Kinga Dunin "PANTOFLAKI"

Pantoflaki zamieszkują środowiska liberalne. Takie, w których otwarty, podbudowany teoretycznie antyfeminizm nie uchodzi. Wszystko przez to tłumienie. W końcu reprezentują partie, środowiska, gazety, media, w których nie można sobie pofolgować.
Pewne młode małżeństwo mieszkało koło parku. Gruchali sobie i dogadywali się prawie w każdej sprawie - z jednym wyjątkiem. Choć podobno dżentelmeni nie spierają się z damami o fakty. Otóż zdarzało się czasem, szczególnie wieczorami, że żona wracała do domu nieco zdenerwowana i zadyszana. - Znowu ten ekshibicjonista w parku - narzekała. - Wiem, że nie jest groźny, nic mi pewno nie zrobi, ale nie lubię, kiedy tak na mnie wyskakuje i pokazuje, co ma. Tę swoja niby-męskość. Właściwie nic się nie stało, ale czuję się napastowana. Zupełnie bez powodu, tylko dlatego że jestem kobietą. - Co ty opowiadasz? - dziwił się nieodmiennie mąż. - Chyba coś ci się wydaje. Ja codziennie tamtędy chodzę i nigdy nikogo takiego nie widziałem. A może po prostu jesteś przewrażliwiona?
Historyjkę tę dedykuję wszystkim tym, którzy wyrażają szczere zdziwienie, kiedy mówię, że niezbyt przyjemnie żyje się w Polsce z etykietką feministki. I to bez względu na jakiekolwiek poglądy czy cechy charakteru. Jest to zupełnie nieistotne, gdy wyskoczy z krzaków jakiś misiek. Jak wiadomo, misiek wie swoje, czyli mało, za to posługuje się projekcjami będącymi dziwaczną krystalizacją niechęci, agresji i głupawej ekspresji własnej męskości. Dziś zajmiemy się przedstawicielami pewnego podgatunku miśków. Pantoflakami.

Pantoflak to zwierzątko wesołe, a we własnej opinii nawet dowcipne. Można więc poznać go z daleka. Na widok kobiety podejrzanej o feminizm pantoflak obnaża zęby i zaczyna wydawać charakterystyczne dźwięki: "He, he, he". Dzięki temu spotkania z nim w zasadzie da się uniknąć. Jeśli zbliżymy się jednak do pantoflaka, będziemy miały okazję poznać inne jego zachowania. Uraczynas, ni z gruszki, ni z pietruszki, zdaniem: "Nie jestem feministą i w ogóle feminizmu nie znoszę". (A kto go pytał?). Następnie pantoflak filuternie mruga i dodaje (znowu bez związku z czymkolwiek): "Ale uwielbiam kobiety". Nie należy się na to nabierać! Mężczyźni, którzy naprawdę uwielbiają kobiety, szczególnie w najbardziej podstawowym sensie tego określenia, nigdy tak nie mówią. Prawdziwy macho nie będzie sobie zaprzątał głowy tym, czy ma przed sobą feministkę, czy zakonnicę, bo nie to go interesuje.

Po rytuale powitalnym pantoflak przechodzi do prowokacji. Pyta, czy zaraz dostanie po pysku. To taki żart. Wciąga w utarczki słowne. Jeśli występuje w większym stadzie, odwołuje się do innych pantoflaków. Szczególną satysfakcję badaczom pantoflakowych obyczajów może dać obserwowanie ich w grupie, kiedy popisują się niby przed sobą, a w istocie przed feministką. Opowiadają wówczas najidiotyczniejsze antyfeministyczne dowcipy, są wyzywający, pokrzykują, że właśnie wybierają się do agencji towarzyskiej... Jak dzieci. Kres temu kładzie często dopiero żona pantoflaka, która podchodzi i mówi: "Idziemy do domu!". Pantoflak człapie za nią posłusznie, mrucząc pod nosem: "Te wszystkie feministki są jakieś pokręcone. I jak się narzucają z tą swoją ideologią".
Od tego momentu pantoflak staje się zapewne zupełnie znośnym mężem i ojcem, światłym Europejczykiem, otwartym liberałem, człowiekiem kulturalnym i tolerancyjnym. Ja jednak czuję się bezpieczniej, spotykając na swej drodze szczerego konserwatystę. Ten przynajmniej ma niechęć do mnie dobrze zracjonalizowaną. Potrafi oddzielić ją od relacji prywatnych. Wiadomo, że istnieje duże pole niezgody - można więc je zgrabnie omijać, prowadząc kulturalną rozmowę o pogodzie albo poezji. Rozmowa z pantoflakiem rozwiewa wszelkie złudzenia. W tej kulturze wciąż nie ma dla mnie zbyt wiele miejsca

"Wysokie obcasy" 26.10.2001
15:34, turquoise1
Link Dodaj komentarz »
gender jak zwykle
Jak prawdziwa żona (żoną nie jestem i raczej nie będę, ale czasami fajnie pobyć kimś innym, jak na balu przebierańców) posprzątałam, wyprałam, nawet (o zgrozo) ugotowałam jakąś w miarę jadalną strawę, potem się przebrałam, coby kobieco wyglądać, wydepilowałam, uczesałam, pomalowałam twarz i paznokcie. I kiedy rozejrzałam się wokół i spojrzałam w lustro, stwierdziłam, że osoba dla której to zrobiłam, nie jest warta aż takiego wysiłku i dlatego zaraz idę z Ewą na obiad, potem do kina, a potem pewnie upijemy się w jakiejś miłej knajpce drogimi drinkami, stawianymi przez dwóch, przypadkowo poznanych mężczyzn, których zostawimy na końcu z dużym rachunkiem i wielką ochotą na seks. Zła kobieta ze mnie.
Ale gdybym miała wymienić moje ulubione czynności to na którymś z pierwszych miejsc pojawiłoby się spędzanie wolnego czasu w towarzystwie kobiet pokroju wyżej wymienionej i wymyślanie nowych sposobów na wywołanie totalnego zdziwienia na twarzy mężczyzn. Szczególnie mężczyzn nieznajomych, choć wywołanie zdziwienia u mężczyzny znajomego to już wyższa szkoła jazdy. Ale sposoby nie mogą być tanie i prostackie. Jasne, że zdziwienie wywoła tez zdjęcie majtek na środku baru, ale nie o to chodzi. Najczęściej, choć nie jest to prosty sposób, zdziwienie i zmieszanie wywołać można popisując się wiedzą i erudycją, szczególnie na tematy tzw. "męskie".
Oczywiście na mnie też zrobiłby wrażenie mężczyzna rozprawiający żwawo o french manicure, bądź kolorach cieni do powiek, modnych w sezonie wiosna/lato 2006, ale tu już moje pokłady zaskoczenia zostały wykorzystane po kilku wieczorach w towarzystwie gejów.
Przeczytałam mój wywód i brzmi to wszystko jakbym nie szanowała mężczyzn, śmiała się z nich i traktowała jak gorszych od siebie. Więc szybko wyjaśniam. Zaden ze mnie ósmy cud świata, ani wizualnie, ani intelektualnie. Ale bardzo lubię ludzi mądrzejszych od siebie i zawsze ,ale to zawsze, kiedy mam możliwość, zaszczyt i niewątpliwą przyjemność przebywania w towarzystwie mądrzejszych ode mnie kobiet i mężczyzn to wpatruję się jak w obrazek, chłonę każde słowo i okazuję bez kompleksów swoje uwielbienie. Ale bardzo często, nie wiem dlaczego, mam wątpliwą przyjemność przebywać z mężczyznami typu "MISIEK"*, który nie widział, nie slyszał, ale swoje wie** Wywołanie zdziwienia na twarzy miśka to mój fetysz, moja największa cielesna i intelektualna rozkosz.

*określenie to prawdopodobnie zdefiniowała Kinga Dunin, ale głowy sobie uciąć nie dam.
** zawsze myślałam,że definicja dotyczy mężczyzn ok.40, tak przynajmniej oczami wyobraźni widziałam Miśka. Ale okazuje się, że nawet w moim otoczeniu (duże miasto uniwersyteckie, mężczyźni wykształceni 25-35) Miśków jest od groma.
15:07, turquoise1
Link Dodaj komentarz »
jakto
taaaaa....
kolejny nudny, deszcowy, zimny, ciemny, nudny, niedzielny, złotopolsko-familiadowy, do dupy dzień. Dzień, kiedy się wraca rano, budzi się po południu z lękiem typowym dla niedzieli po imprezie, z marzeniem o soku z jakiegokolwiek owocu w lodówce, którego nigdy tam nie ma, chociaż się kurwa robiło zakupy w sobotę, z ubraniami-włosami-skórą przesiąkniętymi smrodem wszystkich wypalonych papierosów- chociaż się palenie rzuca. I żeby wtedy wszedł jakiś anioł ze szklanką soku pomarańczowego w ręce, z lekkim acz pożywnym śniadaniem, alcaprimem, żeby bez słowa włączył "Do widzenia, do jutra" albo inne "Powiększenie", wymasował plecy, stopy, skronie, nic przy tym nie mówiąc, zaproponował delikatnie gorącą kąpiel, a potem leniwe, erotyczne chwile, ale takie, żebym nie musiała się ruszać. A wyglądałby tak, że nie odmówiłabym. I po tym wszystkim, odszedł w ciszy, czekając aż zasnę.


02:16, turquoise1
Link Dodaj komentarz »